Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».

 

Swoim nauczaniem Jezus przyciągał tłumy. Ludzie gromadzili się wokół Niego, bo jak zanotowali Ewangeliści, nikt z uczonych w Piśmie nie przemawiał tak jak On (por. J 7, 46). W swoim głoszeniu Jezus najczęściej posługiwał się przypowieściami, które nigdy nie mają jednego klucza interpretacyjnego. Przypowieść zawsze „wchodzi w relację” z jej słuchaczem i dopiero wtedy jest możliwe odczytanie jej przesłania i ukrytych w niej znaczeń. Przypowieść pod zasłoną znaków i obrazów ukrywa, a jednocześnie objawia najgłębsze rzeczywistości duchowe. Często odkrywanie sensu przypowieści „dojrzewa” wraz z jej odbiorcą, podobnie zresztą jest ze Słowem Bożym, które „rośnie” razem ze słuchaczem.

W dzisiejszej Ewangelii samo swoje głoszenie słowa opisuje za pomocą przypowieści, porównując je do siania ziarna. Siebie nazywa siewcą, który wyszedł siać, słowo – ziarnem, zaś glebą – człowieka, który przyjmuje usłyszane słowo. Siewca sieje hojnie i można rzec – gdzie popadnie: koło drogi, na glebę kamienistą, między ciernie aż wreszcie na ziemię urodzajną.

Często, słuchając tej przypowieści, skupiamy się na rodzajach gleby, kładziemy nacisk na jej kondycję, gwarantującą urodzajność ziarna. Tymczasem może warto byłoby zrozumieć, że ta przypowieść mówi raczej o samym siewcy i o mocy zasiewanego przez niego ziarna.

Siewca jest człowiekiem bardzo hojnym. Sieje ziarno z obfitością, nie martwi się ostatecznie ewentualnym zmarnowaniem części ziaren. Nie strzeże ziarna zazdrośnie dla siebie i nie uzależnia siania od jakości gleby. On wierzy, że jeśli będzie hojny i cierpliwy, ziarno znajdzie wreszcie odpowiednie warunki do owocowania. Siewca ponadto wie, że nie od razu osiągnie pełny sukces. On pozwala glebie dojrzewać, przemieniać się, dochodzić do pełnej żyzności. Bo różne rodzaje gleby, wymienione w Jezusowej przypowieści, niekoniecznie muszą oznaczać różne osoby. One mogą opisywać proces przemiany jednego konkretnego człowieka, do którego Bóg posyła swoje słowo. Nie od razu każdy z nas jest ową urodzajną glebą, na którą ono pada. W naszym życiu przechodzimy różne etapy „nieurodzajności”, aby ostatecznie dojść do pełni człowieczeństwa, do dojrzałości wiary i wydać oczekiwany plon, który także jest różny trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny lub stokrotny. Ważne jest, abyśmy słuchali słowa Bożego, przyjmowali je na miarę naszych możliwości i z cierpliwością siewcy czekali, aż gleba naszego wnętrza stanie się urodzajna i wyda plony łaski. „Kto ma uszy, niech słucha”…